Zakaz handlu w niedzielę

To nie politycy powinni urządzać nam życie i decydować o tym kiedy możemy pójść do sklepu, a kiedy nie. Przygotujcie się na to, że już w najbliższą niedzielę nie zrobicie zakupów w centrum handlowym, ani w żadnym większym sklepie spożywczym. Efektem będą pewnie tłumy i długie kolejki w sklepach.

Zakaz handlu w niedziele to zły pomysł. Spośród 28 krajów Unii Europejskiej, aż 19 nie stosuje żadnych ograniczeń w tym zakresie. Ci, którzy opowiadają, że cała Europa nie handluje w niedziele, nie mają racji. Nawet Węgry, na których wzorował się polski rząd, po roku wycofały się z przepisów zakazujących niedzielnej sprzedaży. W ciągu ostatnich dziesięciu lat osiem krajów UE zdecydowało się na zniesienie regulacji ograniczających handel lub znacząco zliberalizowało swoje przepisy. Polska idzie w zupełnie innym kierunku.

Wprowadzenie zakazu handlu przyniesie negatywne skutki przede wszystkim konsumentom i pracownikom. Jak wskazały doświadczenia innych krajów, m.in. Holandii, Niemiec, czy Szwecji, wprowadzone ograniczenia przyczyniły się do podwyżek cen, spadku obrotów i w konsekwencji zmniejszenia zatrudnienia. Jak szacują eksperci, na skutek wprowadzonego zakazu nastąpi spadek obrotów w handlu o ok. 10 mld zł, a liczba miejsc pracy może zmniejszyć się o co najmniej 36 tys. Stracą na tym przede wszystkim ludzie młodzi, którzy studiując w tygodniu, w weekend mogli sobie dorobić. Obecnie aż 63 proc. pracowników centrów handlowych to osoby poniżej 30. roku życia.

W rzeczywistości w niedziele pracuje nie coraz więcej, ale coraz mniej Polaków. Kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, 13 proc. wszystkich zatrudnionych deklarowało, że musi pracować przynajmniej w dwie niedziele w miesiącu. Obecnie twierdzi tak zaledwie 6,8 proc. spośród 16,5 mln osób pracujących. To prawie najmniej w całej Unii. Średnia unijna wynosi 14 proc. zatrudnionych, którzy pracują w większość niedziel. To dwa razy więcej niż w Polsce.

Co ciekawe, wprowadzone przez PiS przepisy przewidują tyle wyjątków, że zakazem zostanie objętych zaledwie 11 proc. placówek handlowych w Polsce. Dla przykładu wolnostojący supermarket będzie w niedziele zamknięty, ale ten znajdujący się przy dworcu już nie. Podobnie będzie z kwiaciarniami, które będą mogły być otwarte w przeciwieństwie do trochę większych sklepów ogrodniczych. Warto zaznaczyć, że supermarkety to jedna z trzech najmniej licznych branż w centrach handlowych. Najliczniejszą grupę stanowią natomiast sklepy oferujące ubrania, obuwie, czy inne akcesoria. W nich też nie będziemy mogli zrobić zakupów. Warto dodać, że na wprowadzenie zakazu handlu w niedziele wpłynie negatywnie na regiony przygraniczne, takie jak nasz. Tylko w 2015 r. wydatki Niemców, którzy przyjeżdzali na zakupy do Polski, wyniosły aż 15 mld zł.

Jeśli rządzący rzeczywiście chcieli zrobić coś dobrego dla pracowników handlu, to zdecydowanie lepszym pomysłem było zagwarantowanie w kodeksie pracy przynajmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu, co proponowaliśmy. Tymczasem wprowadzono zakaz handlu, który nie dość, że uniemożliwi robienie zakupów, to jeszcze spowoduje wielki chaos. Przez najbliższe miesiące trudno będzie połapać się, czy w wybraną niedzielę można robić zakupy, czy nie. Dlatego składamy projekt ustawy, który przywróci możliwość pójścia do sklepu w ostatni dzień tygodnia.